Trawiaste równiny

Trzecia pod względem wielkości prowincja Wietrznych Równin zamieszkała przez Ród Uchiha. Prowincja Sogen zarówno od północy jak i południowo-wschodniej strony sąsiaduje z morzem, z kolei od południa graniczy z regionem Prastarego Lasu. To co jednak w szczególności warte jest odnotowania, to fort graniczny postawiony od północnego wschodu na granicy z niezbadanym obszarem dawno upadłego kraju, zniszczonego jeszcze w trakcie potyczki z Juubim. Kultura prowincji w głównej mierze skupia się na militariach, przemyśle żeglarskim oraz hodowli co wynika z uwarunkowań geograficznych.
Awatar użytkownika
Isane
Posty: 248
Rejestracja: 15 kwie 2021, o 18:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Multikonta: Nana

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Isane »

Różnica, którą było widać gołym okiem. Właśnie w takich momentach wychodziły na światło dzienne. Często je ignorowała. Milczała, nie komentowała, spychała na dalszy plan. Nie były w końcu tak ważne, żeby się o nie sprzeczać. Misja była zbyt ważna, żeby robić teraz scenę przy wszystkich. Nie potrafiła jednak nie powiedzieć absolutnie nic. Nie tym razem. W drodze do przeszkody spojrzała na Hiro znacząco.
- Słuchać rozkazów to będziemy Akiego - poprawiła go poważnym tonem. Za pewne źle go zrozumiała. Może nie miał tego na mysłi, a może miał? Jej twarz nie wyrażała absolutnie nic. Nie gniewała się, nie była też zadowolona. Okropna neutralność, która aż szczypała w oczy. Nie rozumiała dlaczego miałaby słuchać się kogokolwiek Hiroyukiego w sprawie dowodzenia. Była to jego pierwsza misja, miał zerowe doświadczenie w kwestii bojowej. Jedyne czym ją przewyższał to swoim Kekkei Genkai, o którym nie musiał jej co chwile przypominać. Nie była przecież głupia. Jeśli krzyknie padnij, to tak zrobi. Może zwyczajnie o to mu chodziło? Nie zamierzała jednak mu się podporządkowywać w decyzyjności. Zwłaszcza, że totalnie się z nim nie zgadzała. Negocjacje? Rozmowy? Miała nadzieję, że nie mówił poważnie. - Naszym zadaniem jest ochrona, nie pogaduszki. Bezpieczniejszym rozwiązaniem dla Ciebie, dla mnie, ale przede wszystkim dla Eriko i Tanaki jest wyeliminowanie zagrożenia - mówiła cicho, kiedy znajdowali się jeszcze w sporej odległości od powozu zagradzającego drogę.
Pokręciła jedynie głową, jak gdyby się rozmyśliła. Nie było sensu na dyskutowanie. Nie mieli czasu do stracenia. Różnice poglądów na pewno będą mogli porównać po wszystkim, a widocznie były całkiem spore. Można się tego jednak było spodziewać. Każde z nich miało całkowite różne dzieciństwo, inne przeżycia, chociaż obydwoje wychowywali się jako sieroty. Kochała go, nie było czemu zaprzeczać, jednak nie zamierzała przymilnie się z nim zgadzać. Znał ją już całkiem dobrze. Nie miała łatwego charakteru. Wiedział na co się pisał. Westchnęła dając za wygraną. - Zrobisz jak uważasz. Jestem tuż za Tobą - stwierdziła w końcu i szła za nim zbliżając się do celu. Wciąż czujna, rozglądała się od jednego domku do drugiego, wypatrując ewentualnego ruchu. Gotowa w każdej chwili na unik. Wiedziała, że Aki ich osłaniał. Polegała na jego umiejętnościach i chłodnej ocenie sytuacji. Nie znała go zbyt długo, jednak to właśnie dystans i jego podejście do sprawy, ceniła w nim najbardziej. Był przede wszystkim skuteczny, a to w takich momentach liczyło się najbardziej.
Hiro spróbował zagadać trójkę nieznajomych. Chciał ich oszczędzić, spróbować uratować. Taką miał naturę. Delikatną i pokojową. W takim Hiro się zakochala. Nie zamierzała stawać mu na drodze, chociaż się z nim nie zgadzała. Zaakceptoawła tę próbę stojąc u jego boku. Niestety nie wszystko poszło po ich myśli. Wrogowie liczyli sobie całkiem sporo za przejazd, jeśli ktoś w ogóle postanowiłby im zaufać. Przecież równie dobrze mogli kłamać i zaatakować ich w najmneij oczekiwanym momencie. Jeden z nich zbliżył się do okna, a Aki zareagował. Maszyna do zabijania: mode on. Osłaniał ich, nie ryzykował, działał - tak jak się po nim spodziewała. Potem wszystko działo się bardzo szybko i każcy ruch musiał być idealnie dopasowany. Hiro zdecydował się ich osłonić mgłą, dzięki czemu nie stali już tak na widoku. Sama złożyła trzy pieczęcie i obok nich pojawiły się dwie kopie Isane. Obydwie pobiegły czołowo w stronę przeciwników udając, że wykonują pieczęci. Dzięki temu chciała zmylić wroga, zmusić do wynurzenia głowy - jeśli się chowali, w końcu nie widziała tak wiele jak reszta - tym samym dając okazję Akiemu i Hiro do łatwiejszego strzelania do celu. Chwilę później odnalazła dłoń Hiro, a on jej. Myśleli o tym samym? Obydwoje zbiegli po skarpie chowając głowy nisko. Dzięki temu byli osłonięci z jednej strony przez dróżkę, pozostała jeszcze druga, jednak widoczność była raczej kiepska, a Aki ich osłaniał. Czy mieli spore szanse? A może niewystarczajace? Liczyli na łut szczęścia biegnąc w stronę wozu. Isane biegła ile sił w nogach ciągnąc za sobą Hiro za dłoń. Nie zamierzała go puszczać ani na chwilę. Dotyk jego skóry dodawał jej otuchy. Jak zawsze był elektryzujący i przyciągał ją niczym magnez. Ile metrów do pokonania?
- Co się dzieje? - rzuciła w jego stronę nie obracając się za siebie. Nie chciała się potknąć lub stracic równowagę. Wiedziała, ze Hiro mógł obserwować co działo sie za nimi. Ona skupila się na trasie, jaką mieli do pokonania
  Ukryty tekst
  Ukryty tekst
2 x
Obrazek Volatile Arrogant Passionate Selfish Confident Inventive
Charming Ruthless Manipulative Insincere Intense Mercurial
Awatar użytkownika
Aki
Złoty Pracuś
Posty: 57
Rejestracja: 15 wrz 2021, o 11:38
Multikonta: Doge, Atae

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Aki »

No oczywiście, że nie mogło być za spokojnie. Przecież wtedy co to by była za misja, gdyby nie napotkali kogoś, kto bardzo prosi się o dostanie w papę? No cóż - każdy człowiek miał prawo uczyć się na błędach, ale najlepiej było zdecydowanie nie na swoich. Głównym problemem na drodze shinobi było jednak to, że zazwyczaj nie miało się szansy na poprawę. Nie można było być po prostu dobrym ninja. Trzeba było być lepszym, niż przeciwnik - a przede wszystkim trzeba było mierzyć siły na zamiaru. Ci tutaj byli wyjątkowo odważni i wyjątkowo głupi, jeżeli faktycznie planowali obrabować karawanę złożoną z tylu osób. Ale cóż, nie było żadną wielką tajemnicą, że bandyci nigdy nie grzeszyli rozumem. Cienka była więc granica między odwagą, a głupotą. Ci tutaj być może właśnie ją przekroczyli. Z drugiej strony sami sobie byli winni - próbowali się wzbogacić na sytuacji w Sogen. Myśleli, że gdy zaszyją się jak szczury i będą na kimś pasożytować, to wszystko się jakoś ułoży. Ba, może nawet się wzbogacą. A jak się skończyło? Szczury. Nie chcieli ani wojny, ani hańby. Zhańbili się swoimi czynami, a wojnę i tak dostaną.
- Dobra, sklej tam. - mężczyzna zaczynał już mu działać na nerwy, a cena jaką rzucił za bezpieczny przejazd była co najmniej absurdalna. 1500 Ryo? Przecież za takie pieniądze można sobie było życie na nowo ułożyć, dzieci uchować i jeszcze by zostało. Ktoś chyba tutaj wczorajszego dnia ostro popił, albo ktoś go walnął szpadlem w potylicę. I jeszcze Munraito mówiący do nich per panowie. Na Pana to trzeba było mieć wygląd i pieniądze. Nie wahał się więc, gdy strzelił, a pocisk zatrzymał się w drewnianej ścianie. Miał nadzieję że taki huk i siła zrobią wrażenie na bandytach, no ale cóż - najwyraźniej jednak ta głupota i odwaga przeważała nad zdrowym rozsądkiem. Aka ubolewał nad takim stanem rzeczy, ale cóż począć - jeżeli chcieli umrzeć w tej zabitej deechami wiosce, to kimże on był, by im przeszkadzać?
W końcu jednak trzeba było zacząć i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W kuszy zostały jeszcze dwa pociski - a potem będzie musiał ją zacząć przeładowywać. A wrogów ciągle stała trójka. Pozostało mu mieć nadzieję, że jakoś uda im się to wszystko rozegrać bez zbędnych uszkodzeń - bo ofiar nawet nie zakładał.
Widać było, że w tym związku to Isane jest tą mądrzejszą połówką. Doskonale zdawała sobie sprawę, że takie sytuacje to nie przelewki. Nijak to się miało do złapania królika w suitonową pułapkę - mieli do czynienia z ludźmi. Jakkolwiek głupimi i nierozsądnymi, tak ciągle dysponującymi potężnym narzędziem, jakim była chakra. W końcu byle bandyci już dawno zostaliby wyeliminowani - czy to przez konkurencję, czy to przez stróżów prawa, o ile tacy jeszcze w ogóle istnieli.
Delikatna i pokojowa natura Hiroyukiego - Isane miała rację. Z niektórymi ludźmi nie dało się rozmawiać. I przede wszystkim - nie było warto.
- Z bandytami się nie negocjuje. - mruknął. - Do bandytów się strzela. - splunął na ziemię. Szybko wycelował swoją kuszę w kierunku wrogów, z którymi jeszcze przed chwilą "rozmawiał". Wiedział doskonale co chce zrobić, tym bardziej, że mgła wytworzona przez Hiroyukiego była idealna do wykorzystania takiego manewru. Posłał strzałę w kierunku wroga chowającego się za wozem - tutaj wróg był ukryty i ciężko normalnie byłoby go trafić, ale miał pewnego asa w zanadrzu. Strzała była posłana wysoko w górę - niemalże jakby celował w niebo. Pocisk wystrzelił w niebo, ale to była tylko zmyłka. Gdy był już na odpowiedniej wysokości, za mężczyzną, to szybko i gwałtownie zmienił swoją trajektorię, lecąc zapewne w zupełnie nieświadomego wroga z ogromną prędkością. Czy w ogóle wróg był w stanie to zauważyć? To się dopiero miało okazać. Zaraz potem chłopak strzelił w drugiego mężczyznę - tego w domku po prawej, który stał w oknie. Był łatwym celem, a te dwa strzały w rzeczywistości dzieliły ułamki sekundy - kusza Akiego wszak posiadał specjalny mechanizm, który wymagał przeładowania dopiero po trzech strzałach. I to właśnie zaczął robić, jeżeli wrogowie jeszcze nie byli martwi. A celował w głowę - żeby zabić.


Użyte techniki:
  Ukryty tekst
Zdolności:
  Ukryty tekst
Ekwipunek:
1 x
Obrazek
Awatar użytkownika
Kutaro
Posty: 793
Rejestracja: 25 lip 2020, o 21:35
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, młody mężczyzna. Czarne ścięte przy czaszce włosy, ciemne okrągłe okulary, kwadratowa szczęka. Popielaty płaszcz do kolan, bez rękawów, ciemne spodnie.
Widoczny ekwipunek: Duży kunai przy pasie, czerwony karwasz na lewej ręce
GG/Discord: Templar#5431
Multikonta: Templar

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Kutaro »

W moment z miłej rozmowy rozpętało klasyczne pandemonium bitwy. Na początku wszyscy jeszcze byli zajęci walką, lecz wkrótce któraś ze stron mogła stać się już tylko karmą dla wron i kruków. Ze strony karawany w momencie zaczęły sypać się strzały. Te były znacznie mniej ostrzegawcze od poprzednich i były skierowane już prosto w rozbójników. Wrogowie nie zamierzali być dłużni i również odpowiedzieli swoimi atakami. Jako pierwszy swoją technikę skończył mężczyzna po lewej fortyfikując swoją pozycję. Z ziemi rozrywając resztki domu wyrosła drewniana bariera w kształcie części kuli. Butwiejące drewno ruin nie dawało tak dobrej osłony jak nowiutka tarcza ze wzmocnionego chakrą drewna. Widząc podnoszącą się mgłę, wywołaną przez Munraito, drugi shinobi z okna złożył kilka pieczęci i wypuścił z ust falę sprężonego powietrza. Ta w momencie rozproszyłą mgłę i rozbiła klony Isane. Jednak oryginał wraz ze swoim wybrankiem zbiegł w dół nasypu, a fala wiatru ledwie omiotła im pięty. Tak więc można powiedzieć, że techniki wykonały swoje zadanie i przyjęły na siebie pierwsze uderzenie wrogów. Niestety na to samo nie mogła liczyć kobieta za wozem odpaliła już notkę przyczepioną do kunaia i chciała nim miotnąć w kierunku dwójki shinobi. Jednak strzała Akiego, lecąc z obrzydliwą prędkością, zagięła swój lot i przebiła jej głowę na wylot wbijając się w ziemię tuż za nią. Na błoto drogi poleciały kawałki czaszki i galaretki jaką każdy ma w głowie, którą potocznie nazywa się mózgiem. Sekundę później eksplozja notki wybuchowej przyczepionej do noża wstrząsnęła barykadą, całą wioską i bezgłowym ciałem.
Strzały Hiroyukiego wypuszczone w biegu poleciały w stronę mężczyzny myślącego, że jest bezpieczny za swoją osłoną. Mylił się. Strzały ją przebiły, a następnie raniły go w udo i ramię. Na osłonie wytraciły większość swojego impetu więc mężczyzna przeżył. Lecz jego sytuacja nie była zbyt kolorowa.
Nie zapominajmy jednak, że Aki nie wypuścił jednej, a dwie strzały. Druga poleciała prosto w mężczyznę w oknie, który dopiero co bawił się technikami Futonu. Ranmaru widzieli jak przygotowywał w dłoniach shurikeny do kolejnych technik, lecz mgnienie oka później jego głowa również pękłą niczym dojrzały arbuz. Ściana domku mu nie pomogła i jedyne co z niej wynikało to kilka drzazg więcej w szkarłatnej plamie na ziemi.
Dwójka Ranmaru mogła zobaczyć jak leżący zbójca za drewnianą barierą składa kilka pieczęci i wyciąga notkę wybuchową, którą nakleja na tył swojej bariery. Następnie przygotował w dłoniach kunai by tanio nie sprzedać swojej skóry.

Eriko
Gin
Poseł Tanaka
Mapka poglądowa
Obrazek
Czerwony - wrogowie
Róż - Isane
Złoto - Munraito
Stal - Aki
  Ukryty tekst
0 x
Awatar użytkownika
Mūnraito
Niespodzianka Lata
Posty: 134
Rejestracja: 8 lip 2021, o 09:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, czarnowłosy młody mężczyzna o złotych ślepiach i tatuażu na plecach: czarny księżyc i dwie szkarłatne gwiazdy. Zabójczo zwinne palce pogrywające bojowe pieśni na strunie łuku dopełniają dzieła zniszczenia.
GG/Discord: corpus#3610
Lokalizacja: Piltover.

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Mūnraito »

2 x
Obrazek
Are you watching closely?
Awatar użytkownika
Isane
Posty: 248
Rejestracja: 15 kwie 2021, o 18:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Multikonta: Nana

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Isane »

Walka okazała się bardzo szybka. Chociaż wyrównaną walką nie można tego było nazwać. Raczej skutecznie przeprowadzonym atakiem na wroga kryjącego się w okolicy. Klanowe umiejętności Ranmaru w połączeniu z mgłą okazały się strzałem w dziesiątkę. Dosłownie - strzałem, przecież nasi panowie właśnie tym się zajmowali. Wystrzelali nieprzyjaciela jak kaczki, tym samym umożliwiając im dalszy, bezpieczny przejazd. Niestety Isane nie miała takiego komfortu i niewiele widziała. Musiała zdać się na informacjach przekazywanych jej przez Hiro. Na szczęście wytłumaczył jej co się działo. Podeszli do tego drużynowo. Rozumieli się bez słowa, nie tylko w codziennym życiu. Potrafili wspólnie kroczyć przez niebezpieczny świat, ale także walczyć wspólnie. Ich więź tylko się zacieśniała. Rosła każdego dnia, bogatsza o nowe doświadczenia. Dzięki temu mogli udowodnić tym wszystkim, którzy w nich wątpili, ale przede wszystkim sobie, że nie był to tylko przelotny, letni romans. Bo nie był, prawda? A co jeśli... On sprawdzał co działo się za ich piecami, a ona prowadziła go za rączkę w stronę wozu i Akiego. Kiedy znaleźli się już na wysokości reszty mogli na spokojnie wspiąć się na dróżkę i podejść. Skinęła jedynie głową słysząc słowa Hiro. Zyskali c z a s. Czemu zawsze i wszędzie rozchodziło się właśnie o niego?
- Wszyscy cali? - Rzuciła spoglądając po nich i oceniając sytuację. Nikt nie potrzebował medycznej pomocy. Nie, żeby jakoś specjalnie się tym faktem zdziwiła. No chyba, że biedny pan Tanaka zamknięty w wozie dostał zawału ze stresu. Pozostały im dwa ostatnie problemy. Pierwotny, jakim było przepchnięcie wozu i ten jeden ranny wróg. Wiedziała, że walka zakończyła się w zaledwie sekundy i pozostał już tylko jeden przeciwnik. Ranny i bezużyteczny. Ale czy na pewno? Nigdy nie wiadomo, jakie asy w rękawie jeszcze posiadał. Znów przychodził dylemat. Pomóc rannemu czy asekuracyjnie dokończyć dzieła i wykończyć ostatniego pozostałego wroga? Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie, w końcu każdy tutaj posiadał skrajnie inny charakter i choć Hiro odpuścił, zdecydował się podporządkować i podążać za resztą, nie potrafiła uwierzyć, że los żyjącego człowieka był mu obojętny. Nie zamierzała tego komentować, jednak była ciekawa jego rekacji kiedy już zobaczy konającego, postrzelonego chłopaka umierającego w gnijącej chatce. Nie każdy potrafił poradzić sobie z takim widokiem. Życie Shinobi było serią testów na odporność i brak ludzkich odruchów.
Kiedy Hiro zwrócił się do niej personalnie zamrugała kilka razy wyrwana z zamyślenia. Na jej ustach pojawił się delikatny, szczery uśmiech. Odruchowo przyłożyła dłoń dno jego policzka, dotykając miękkiej skóry. Idealny. Szybko ją cofnęła. Świadkami byli jedynie Aki i Gin. Prawda?
- Tak - przytaknęła, chociaż to o niego się martwiła. Czy zabił pierwszego człowieka w swoim życiu? A może kolejnego? Tego o nim nie wiedziała. Było to piętno, z które przyjdzie mu nosić do końca swoich dni. Gdyby mogła chętnie by mu tego oszczędziła. Los jednak tkał ich ścieżkę własnymi nićmi. Nie miała na niego wpływu. Hiro następnie ruszył zająć się pasażerami, a Isane stanęła obok Akiego. Przyszedł czas, żeby w końcu pozbyć się przeszkody z ich drogi. Stracili już wystarczająco dużo czasu.
- Krzycz, gdyby coś kombinował - powiedziała idąc w stronę wozu zagracającego im drogę. Spojrzała jeszcze na Gina, ewentualne Hiro. Nie wiedziała, czy sama sobie z tym poradzi. Nie należała do słabeuszy, wszystko zależało w jakim stanie był stary wóz. Jeśli dotarła bez większych przeszkód, stanęła po bezpiecznej stronie - po której wrogowie już nie żyli i spróbowała go zepchnąć w przeciwną stronę na tyle, żeby wóz z poselstwem mógł swobodnie przejechać. Jeśli nie była w stanie tego wykonać i nikt z nią nie poszedł, pomachała do nich prosząc o pomoc. Spojrzała jeszcze na zwłoki leżące tuż za wozem. Piękny strzał. Kałuża krwi i resztki galaretki rozlewały się wokół głowy niczym czerwona aureola. Po wszystkim chwyciła je za nogi ciągnąc w stronę, po której stała. W końcu one też stanowiły przeszkodę, prawda? Robiła to całkiem ostrożnie. Zwyczajnie nie chciała się pobrudzić.
  Ukryty tekst
0 x
Obrazek Volatile Arrogant Passionate Selfish Confident Inventive
Charming Ruthless Manipulative Insincere Intense Mercurial
Awatar użytkownika
Aki
Złoty Pracuś
Posty: 57
Rejestracja: 15 wrz 2021, o 11:38
Multikonta: Doge, Atae

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Aki »

Ah, ludzkie życie było takie ulotne. W jednej chwili żądasz od kogoś majątku zbieranego przez całe swoje nieszczęsne lata, by sekundę później twój mózg wylewał się dwoma otworami powstałymi po przebiciu czaszki siłą tysiąca słońc. Cóż - mogli sobie wybrać inni zawód, a nie atakować bogom ducha winnych obywateli, którzy jedyne czego chcieli, to bezpiecznie dotrzeć do celu swojej podróży. Ciekawe co sobie pomyślał kobieta aktywując tę notkę - w ogóle zorientowała się, że strzała leci w jej kierunku? Zresztą... teraz było to już bez znaczenia. Aki mógł się zachwycać piękną kałużą krwi i fragmentami jej galaretowatego mózgu, które będą walały się po szlaku jeszcze przez kilka dni, zanim deszcz zmyje ślady i wszyscy zapomną o tym, co w ogóle wydarzyło się w tym miejscu. Taka śmierć go w zupełności usatysfakcjonowała - zupełnie jak pękająca głowa mężczyzny, który jakkolwiek śmiał stawiać im jakieś warunki.
Dwa trupy już zaczynały stygnąć na sogeńskim wietrze - pozostał trzeci. Ten, którego starszy z Ranmaru nie zdołał ostatecznie zabić. Aki i tak był bardzo zaskoczony, że Hiroyuki tak luźno w ogóle strzelił do człowieka - był tym naprawdę zaskoczony. Spodziewał się choćby chwili zawahania, jakichś nerwów. Aki faktycznie wiedział, jak zachowywać się w takich sytuacjach, ale Munraito? Naprawdę zrobił na nim dobre wrażenie, choć mógł celować nieco wyżej - by mieć pewność, że trafi w głowę. No i trochę za dużo gadał - zupełnie niepotrzebnie. Tracił cenny tlen na zupełnie zbędne słowa, wszak każdy widział, co się dzieje. Nie trzeba było do tego tony komentarzy - aczkolwiek Aki rozumiał, jaki Munraito musiał być podekscytowany. W końcu to pierwszy człowiek, którego zranił - przynajmniej fizycznie.
- Nieźle. - skomentował krótko Aki w stronę zarówno Munraito, jak i Isane. Zasłużyli na odrobinę pochwały - mimo wszystko. Następnie przeładował broń - ponownie wprowadzając do mechanizmu amunicję. I kiedy blondynka z brunetem zajęli się ogarnianiem wozu (a raczej jego reszetek, sądząc po tym co zrobiła z nim notka wybuchowa), on wyszedł do przotu i jak gdyby nigdy nic, z bezpiecznej odległości, z uśmiechen na ustach, zastrzelił jak psa ostatniego żywego bandytę. Gość mógł chociaż spróbować udawać martwego - wtedy zapewne by odpuścił, a tak... cóż. Aki miał wymówkę - że gość stanowił zagrożenie. A prawda była taka, że po prostu miał ochotę go zabić. Zresztą... skrócił jego cierpienia, nieprawdaż? Z takimi obrażeniami i tak nie znalałby pomocy w ogarniętym wojną Sogen.
Wojna nigdy się nie zmienia. Słabsi zawsze przegrywali, przegrywają i będą przegrywać. Niezależnie od tego, kto z kim walczy - ten świat był w ciągłej wojnie, napędzanej co rusz przez coraz bardziej ambitnych i coraz silniejszych shinobi. Niektórzy dołączali do tych wojen, a inni próbowali jakoś związać koniec z końcem. Ale ostatecznie wojna dopadała każdego. Piękną blondynkę z Wydm, samotnika z Ryuzaku, a nawet i dobrego Ranmaru z bogowie-wiedzą-kąd. Pozostało zebrać bełty z trupów i jechać dalej. Nie miał zamiaru bawić się w żaden pochówek tych bandytów. Po pierwsze - miał gdzieś te pogańskie zabobony, po drugie - nie zasłużyli, a potrzecie - i tak zwierzęta dorwą się do padliny prędzej, czy później. Ludzie zapomnieli już o tym miejscu. Tylko ruiny będą wiedziały, co wydarzyło się tutaj jesienią 391 roku.




Użyte techniki:
  Ukryty tekst
Zdolności:
  Ukryty tekst
Ekwipunek:
0 x
Obrazek
Awatar użytkownika
Kutaro
Posty: 793
Rejestracja: 25 lip 2020, o 21:35
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, młody mężczyzna. Czarne ścięte przy czaszce włosy, ciemne okrągłe okulary, kwadratowa szczęka. Popielaty płaszcz do kolan, bez rękawów, ciemne spodnie.
Widoczny ekwipunek: Duży kunai przy pasie, czerwony karwasz na lewej ręce
GG/Discord: Templar#5431
Multikonta: Templar

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Kutaro »

Walka, jeśli ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości, właśnie dobiegała końca. Dwójka mieszkańców leżała na ziemi z głowami pozbawionymi wszelkich trosk, a ostatni z dwoma strzałami w ciele próbował desperacko ratować swoje życie. Dla wioski zapomnianej przez wszystkie trzy okoliczne siły, możliwe, że był to kolejny dzień jak codzień. Kontrola drogi w takim miejscu, mogła wiązać się z wieloma rabunkami i morderstwami w ciągu ostatnich miesięcy, lecz tym razem, to “strażnicy” okazali się być ofiarami walki. W końcu sprawiedliwość ich dosięgnęła, oczywiście o ile można mówić o sprawiedliwości na trawiastych równinach Sogen.
Ostatni, żyjący mężczyzna z uwagą obserwował okolicę, gotów zaatakować kogokolwiek kto się pokaże w jego polu widzenia. Jednak już z daleka Aki widział przygotowanego oponenta. Więc mógł ze sporym wyprzedzeniem przygotować się do strzału. Kiedy nawiązali kontakt wzrokowy, ranny rozbójnik zaczął składać jakąś pieczęć, gdy strzała z brutalną prędkością poleciała w jego kierunku. Aki kątem oka mógł zobaczyć jakieś poruszenie w ziemi wokół siebie, lecz ostatecznie technika przeciwnika nie dała większych efektów. W momencie trafienia zdarzyło się kilka rzeczy na raz. W miejscu oponenta wytworzyłą się drobna chmurka dymu i pojawiła się jakaś ciemna, zbutwiała, mokra deska. Kilka metrów dalej rozległ się huk i jęk trafionego. Okazało się, że przeciwnik przygotował wcześniej technikę podmiany ciała, jednak pocisk Ranmaru miał tak dużą prędkość, że jutsu nie zdążyło odpowiednio zadziałać. Mężczyzna został trafiony w klatkę piersiową i ostatnim tchem podmienił się z pobliską belką drewna. Następnie pęd trafienia pchnął nim w jakieś dalsze zabudowania. Sytuacja była poniekąd kuriozalna, lecz był to wyłącznie efekt morderczej prędkości bełtu kuszy. Mężczyzna nie miał wystarczających umiejętności by wykonać w odpowiedni sposób technikę. Brakowały tylko by Aki zdmuchnął parę z nagrzanej przez tarcie cięciwy.
Tymczasem Isane, podczas gdy mężczyźni radowali się z zabijania ludzi i zabawiania kobiet, zajęła się jedyną produktywną rzeczą. Podeszła do barykady by ją usunąć. Okazało się zaraz, że bariera głównie składała się z połówki przedzielonego wzdłuż wozu drabiniastego. Dwa koła wciąż funkcjonowały więc, chociaż od strony drogi była to zapora, to od boku wystarczało popchnąć konstrukcję i na kołach chowała się za budynkiem. Następnie kunoichi stanęła przed większym problemem. Jak przesunąć kobietę, tak by się zbytnio nie ubrudzić. Od strony głowy wszystko było ubabrane w krwi, od upadku plecy i były brudne od sogeńskiego błota, a prawy bok ciała był usmolony od eksplozji notki wybuchowej. Rozwiązaniem musiał być lewy rękaw. Tak więc gdy każdy z pozostałych towarzyszy zajmował się tym co lubił. Jasnowłosa szarpała brudny kawał mięsa za róg budynku.
Hiroyuki kolejno zajmował się uspokajaniem pasażerów wozu. Na początku poinformował o wszystkim Gina, który przez resztki mgły, przez te kilka sekund walki musiał próbować coś zobaczyć. Woźnica wciąż lekko zaskoczony szybkością rozwiązania kiwnął tylko głową w znaku, że rozumie. Następnie przyszła kolej na posła Tanaka, który zgodnie z poleceniami nie wystawiał nosa z wozu.
- Tak, tak, nic mi nie jest. - Odpowiedział dosyć spokojny głos ze środka wozu.
- Doskonale. - Odpowiedziała na słowa Munraito Eriko. - Jesteście ranni? Potrzebujecie pomocy? - Zapytała uprzejmie kobieta, choć raczej nie chodziło jej o pomoc w przesuwaniu barykady. - Będę czekała. - dodała po chwili z nerwową nutką jej aktorskiego tonu. Jednakże wyraźnie było widać, że sytuacja lekko ją zestresowała. Przecież była to próba generalna umiejętności jej strażników i również jej życie na tym polegało.
Tak czy inaczej po chwili droga na Kotei ponownie stanęła otworem. Barykada została zlikwidowana, droga była (pomijając resztki głowy) czysta, a Gin tylko czekał na informacje i polecenie ponownego wyruszenie w drogę.


Eriko
Gin
Poseł Tanaka
1 x
Awatar użytkownika
Mūnraito
Niespodzianka Lata
Posty: 134
Rejestracja: 8 lip 2021, o 09:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, czarnowłosy młody mężczyzna o złotych ślepiach i tatuażu na plecach: czarny księżyc i dwie szkarłatne gwiazdy. Zabójczo zwinne palce pogrywające bojowe pieśni na strunie łuku dopełniają dzieła zniszczenia.
GG/Discord: corpus#3610
Lokalizacja: Piltover.

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Mūnraito »

3 x
Obrazek
Are you watching closely?
Awatar użytkownika
Isane
Posty: 248
Rejestracja: 15 kwie 2021, o 18:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Multikonta: Nana

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Isane »

Wszystko zbliżało się ku końcowi. Przynajmniej ich przejazd przez najbezpieczniejszą część Sogen. Swoją drogą ile jeszcze im pozostało do przejechania? Nie była pewna. Będzie musiała dopytać Gina, kiedy już znowu wyruszą w drogę. Nie traciła czasu od razu zabrała się do rzeczy. Udało jej się przesunąć wóz bez większych problemów, a raczej to co z niego pozostało. W znacznej części ucierpiał po ataku, zniszczony wybuchem notki. Spojrzała na zwłoki przed sobą. Ciekawe czy widziała wybuch własnej notki tuż przy swojej głowie, czy strzała dotarła do niej pierwsza. Jeśli ta druga opcja, przynajmniej nie cierpiała. Zginęła na miejscu nie musząc się już niczym przejmować. Idealne zakończenie. Wielu mogło jej takiego pozazdrościć. Szybka śmierć w dzisiejszych czasach wydała się łaską. Na pewno jej kolega, z którym zabawiał się właśnie Aki, pozazdrościłby jej takiego losu. Śledziła go wzrokiem, kiedy dokańczał swojego dzieła. Mógł go zostawić, jednak był w pewnym sensie perfekcjonistą. Niby nie chciał ryzykować, że wróg ich zaatakuje, ale czy to wszystko nie sprawiało mu zbyt dużej satysfakcji? Chociaż nie mówiła tego głośno doskonale go rozumiała. Spoglądała na jego uśmiech i nie mogła się powstrzymać. Kąciki jej ust delikatnie drgnęły. Widocznie dobry humor Akiego jej się udzielił i jeśli na nią spojrzał mógł zobaczyć, że wprawił ją w lepsze nastawienie. Kto by się spodziewał, że dwie osoby z przeróżnych zakątków świata mogły mieć ze sobą tyle wspólnego?
W końcu przeszła do przetransportowania zwłok, żeby nie przeszkadzały podczas przejazdu. Chwyciła je za najczystszą część i targała na siłę na bok. Nie było to ani przyjemne, ani ładne dla oka. Kiedy już skończyła kopnęła je delikatnie, żeby dokończyć swojego dzieła i całkowicie usunąć je z drogi. Zapach spalonego mięsa drażnił jej nozdrza. Trochę zgłodniała, trzeba było przyznać. Adrenalina tak właśnie wpływała na ludzi. Najpierw dodawała im skrzydeł, a potem je ucinała. Stawali się zmęczeni. Jeśli jakoś ubrudziła sobie ręce wytarła je w czyste szmaty martwej kobiety.
Kiedy już skończyła otrzepała swoje ubranie i odwróciła się do Hiro, który chyba skończył już pogawędki z pasażerami. Był w tym dobry, a pani Eriko ewidentnie lubiła jego towarzystwo. Kto by się jej mógł dziwić? Widząc jego szczęście poczuła się odrobinę zakłopotana. Tak naprawdę w ogóle się nie przydała. Poradzili sobie ze wszystkim, a ona mogła jedynie patrzeć z boku na ich dzieło. Odgarnęła kilka niesfornych blond kosmków, które zabłądziły się na jej policzku, przy czym niechcący ubrudziła się delikatnie resztkami zaschniętej krwi. Z radością zanurzyła się w ciepłych i silnych ramionach Hiro i miała w dupie czy ktoś to widział czy nie. Wzięła głębszy oddech wtulają nos w jego koszulę. Pachniał sobą, domem, Ryuzaku. Powoli zaczynała się przyzwyczajać do myśli, że ta parszywa wioska stała się jej miejscem na ziemi.
- Dziękuję - wyszeptała niemal bezgłośnie. Za co? Za wszystko. Nie miała nic więcej do dodania. Gesty zastępowały przecież tysiące słów. W końcu odsunęła się niechętnie i ruszyli z powrotem w stronę wozu. Nie miała nic przeciwko, żeby Hiro siedział teraz z przodu, chociaż było to chyba ulubione miejsce każdego. Na świeżym powietrzu z małomównym Ginem. Wpakował się na tył i pewnie wkrótce po tym ruszyli w dalszą podróż.
Jej myśli krążyły jedynie wokół: „daleko jeszcze?”
1 x
Obrazek Volatile Arrogant Passionate Selfish Confident Inventive
Charming Ruthless Manipulative Insincere Intense Mercurial
Awatar użytkownika
Aki
Złoty Pracuś
Posty: 57
Rejestracja: 15 wrz 2021, o 11:38
Multikonta: Doge, Atae

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Aki »

Ta trójka (a właściwie to Aki - bo to on wszystkich wyrżnął) wyświadczyła ludzkości przysługę. Pozbywając się tych tchórzliwych szczurów zapewnili bezpieczeństwo wszystkim - zarówno poselstwu, które ochraniali, jak i innym podróżnym, czy okolicznym mieszkańcom. Bandyci z pewnością myśleli, że znaleźli sobie proste i przyjemne źródło zarobku, a to, że czasem ginęli przy tym ludzie ich średnio obchodziło. Ale bawiąc się w bandyterkę trzeba było się liczyć z tym, że prędzej czy później trafi kosa na kamień. A konkretniej rzecz biorąc, to trafiła strzała na czaszkę, he-he.
Co tam się dokładnie stało? Prawdę mówiąc Aki nie do końca miał pewność. Gdy wzrok łowcy zetknął się ze wzrokiem ofiary - ta kończyła już składanie ostatniej pieczęci. Dobrze, że Ranmaru był tutaj na miejscu, bo niewiadomo co mogłoby się stać, gdyby wtedy nie pociągnął na spust. W miejscu, w którym znajdował się ich oponent, pojawiła się chmurka dymu. Na szczęście pocisk Akiego mknął z taką prędkością, że gość najwyraźniej nie zdążył się w porę zorientować, że jest w zagrożeniu. Strzała przebiła jego płuca, a ostatni jęk zaginął gdzieś pośród szumu sogeńskiego wiatru.
Chłopak stał w miejscu, przyglądając się z zaciekawieniem krwi wyciekającej z ciała mężczyzny. Był lekko zaskoczony i prawdę mówiąc - nie spodziewał się tego. Kawarimi no Jutsu - czasoprzestrzenna technika, która nie była czasoprzestrzenna, ale z jakiegoś powodu potrafiła oszukać nawet oczy Ranmaru, dając wrażenie faktycznej teleportacji. Zaskakujące - bo praktycznie każdy shinobi i każda kunoichi znali tę technikę. A jednak z jakiegoś powodu była ona bardzo rzadko używana. Sam Ranmaru chyba nigdy w życiu jej nie użył - i miał nadzieję, że nigdy nie będzie miał potrzeby. Patrząc na efekty - na wykrwawiającego się wroga - nie była ona zbyt dobra. Chyba lepiej było po prostu stworzyć jakąś barierę. Ale cóż - dla tego wroga było już za późno.
Westchnął cicho i faktycznie brakowało tylko, żeby zdmuchnął dym z lufy. Zaskakująca była konstrukcja tego cacuszka. Choć nie znał się ani trochę na fizyce, tak wiedzial, że przeciążenia jakie działają na cięciwę są wręcz niebotyczne - zaskakujące, że w ogóle się trzymała. Ale cóż - w końcu to był porządny, daishiański wyrób.
Cóż - on już swoją brudną robotę zrobił. Przeszkodą na drodze pozwolił się zająć swoim towarzyszom - a co. Niech oni też się trochę zmęczą. To, że Isane była kobietą niczego nie zmieniało. W świecie ninja panowało równouprawnienie, więc każdy musiał być gotowy na odrobinę spocenia się. Oczywiście Hiroyuki walnął swój monolog na temat tego, jak to bardzo zależy mu na Isane, że się o nią bał i że ma nadzieję, że nic złego się jej nie stało. Poniekąd było to przerażające, że jego starszy kuzyn tak bardzo troszczył się o tę dziewczynę - przecież w tym świecie swoje życie można było zakończyć w ciągu kilku sekund - tak jak bandyci, którzy ośmielili się stanąć na ich drodze. Uśmiechnał się leciutko w kąciku ust, patrząc jak ta dwójka się przytula. Powstrzymał się o rzuceniu komentarza o wymiotach, chociaż z jakiegoś strasznego powodu bardzo go to bawiło.
- Nie mam nic przeciwko. - odpowiedział krótko Aki na pytanie Hiroyukiego. Było mu to obojętne, gdzie będzie siedział. Dopóki to ktoś z klanu Ranmaru stał na przodzie i mógł obserwować teren za pomocą swoich oczu, dopóty Aki był spokojny. Nie żeby niedoceniał Isane, ale jednak co tsujitengan to tsujitengan. Usiadł więc w wozie wygodnie, podparł głowę o zaciśniętą pięść i jechał. W ciszy. Nie odzywając się do nikogo.
1 x
Obrazek
Awatar użytkownika
Kutaro
Posty: 793
Rejestracja: 25 lip 2020, o 21:35
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, młody mężczyzna. Czarne ścięte przy czaszce włosy, ciemne okrągłe okulary, kwadratowa szczęka. Popielaty płaszcz do kolan, bez rękawów, ciemne spodnie.
Widoczny ekwipunek: Duży kunai przy pasie, czerwony karwasz na lewej ręce
GG/Discord: Templar#5431
Multikonta: Templar

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Kutaro »

Emocje po walce powoli zaczynały opadać. Przeciwnicy zostali pokonani, a wszyscy członkowie ekspedycji byli cali i zdrowi. Jak już wcześniej wspomniano, dla zapomnianej wioski na środku Sogen, dzień jak codzień. Trupy uprzątnięte barykada przestawiona, można było ruszać w drogę.
Widząc, że wszystko było w porządku Gin powoli zaczął podjeżdżać do wioski. Następnie kiedy wszyscy się zapakowali do środka mogli ponownie jechać szybszym tempem po trakcie. Jeszcze kilkanaście nerwowych sekund, czy przypadkiem nie było jakiejś pułapki na w ziemi albo dodatkowego przeciwnika, który jakimś cudem uniknął bycia wykrytym przez Ranmaru. Jednak nic takiego się nie zdarzyło i tylko wiatr przygrywał na deskach budynków w akompaniamencie stresu.
- O co pytasz? - Odpowiedział pytaniem na pytanie Gin. - O rzezimieszków na drodze, czy o wystrzelaniu ich z pięćdziesięciu metrów? - Zakończył z nerwowym uśmiechem gdy również z niego ulatywało napięcie walki. Przecież gdyby shinobi nie dali rady, to on byłby kolejny w kolejce dla bandytów.
- Do samego celu jeszcze parę dni, ale jeszcze dzisiaj powinniśmy być na terenach Uchiha. Wtedy drogi będą nieco bezpieczniejsze. Choć do sielanki dalej będzie daleko. - Odparł ponuro na kolejne pytanie. Najniebezpieczniejsza część podróży dobiegała powoli końca. Chociaż na terenach kontrolowanych przez Kotei również mogli zdarzyć się zbójcy to szansa na to była znacznie mniejsza niż w terenach niczyich, przez które właśnie jechali.

Z tyłu wozu przez chwilę przejazdu przez pustą już osadę Eriko siedziała cicho. Obserwując ukradkiem przez okno mijane budynki. Jednak gdy drewniane domki zostały już w tyle nie wytrzymała dłużej i zapytała dwójkę shinobi.
- I jak było? Trudni przeciwnicy? Jak to jest walczyć jako ninja? - Zapytała z błyskiem ciekawości w oczach. Choć wciąż nerwowo ściskała swój wachlarz nadając knykciom białawej barwy. Kobieta widocznie była niczym dworska panna, która nie do końca rozumiała. Terroru wojny i pytanie było zbliżone do tego jakie się zadaje ludziom, którzy wrócili z polowania, a nie ninjom, którzy właśnie wymordowali garstkę wysiedleńców. Przy okazji po drugiej stronie przegrody dało się usłyszeć lekkie poruszenie, gdy poseł Tanaka również przestawił się by słyszeć opowieść “przy kominku”.

Koła wozu przez dłuższy czas toczyły się spokojnie po drodze. Z czasem piękne trawiaste morze Sogen zaczynało być coraz bardziej monotonne. Ileż można oglądać uginające się pod wiatrem trawy czy karłowate drzewka, które były niemal identyczne do siebie. Owszem, jedno miało czerwone owoce, inne żółte, jeszcze inne miało resztki liści, a czasem były trzy roślinki obok siebie. Jednak wciąż były to te same powyginane kawałki drewna. Jakieś dwie godziny przed zmierzchem, kiedy powoli zaczynało robić się ciemno, przy drodze Hiroyuki zobaczył dobrze oświetlony, zadbany, drewniany budynek. Tuż przy nim stał krótki maszt z symbolem rodu Uchiha. Wóz poselstwa został z daleka zauważony i na jego spotkanie wyszedł strażnik. Podparł się pod boki i gdy wóz był jakieś pięćdziesiąt metrów od posterunku krzyknął.
- Wjeżdżacie na tereny Uchiha! Kto się tam tłucze po nocy? Mów albo strzelamy. - Przedstawił uprzejmie swoje żądania.
- Do tych lepiej nie strzelajmy. - Mruknął pod nosem do Ranmaru ostrzeżenie Gin.

Eriko
Gin
Poseł Tanaka
Strażnik Uchiha
1 x
Awatar użytkownika
Mūnraito
Niespodzianka Lata
Posty: 134
Rejestracja: 8 lip 2021, o 09:39
Wiek postaci: 20
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, czarnowłosy młody mężczyzna o złotych ślepiach i tatuażu na plecach: czarny księżyc i dwie szkarłatne gwiazdy. Zabójczo zwinne palce pogrywające bojowe pieśni na strunie łuku dopełniają dzieła zniszczenia.
GG/Discord: corpus#3610
Lokalizacja: Piltover.

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Mūnraito »

0 x
Obrazek
Are you watching closely?
Awatar użytkownika
Isane
Posty: 248
Rejestracja: 15 kwie 2021, o 18:12
Wiek postaci: 21
Ranga: Dōkō
Multikonta: Nana

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Isane »

Czy z Uchiha warto było pertraktować? Czy byli przegrywająca stroną, a może trzymali w garści zwycięstwo? Zwykłe pionki nie miały prawa tak wysoko oceniać sytuację. Ich zadaniem było jedynie dbanie o bezpieczeństwo ważniejszych osób. Osób, które mogły coś na tym świecie zmienić, jeśli tego zechciały. Nie było sensu się z tym sprzeczać. Wystarczyło jedynie wykonywać swoje obowiązki i nie wtykać nosa w nieswoje sprawy. Tak było zdecydowanie łatwiej dla obydwu stron. Tej ważnej i tej użytecznej. Niesprawiedliwość tliła się wszędzie, jednak życie toczyło się dalej. Jedni odchodzili, jak szajka złodziejaszków, chociaż mogli się spodziewać swojego losu. Wybrali własną ścieżkę. Niebezpieczną, ale własną. Czy byli zadowoleni do końca ze swoich wyborów? Za pewne przewidzieli fakt, że kiedyś natrafią na kogoś silniejszego, lepiej wyszkolonego, o lepszym uzbrojeniu. Mimo wszystko walczyli o swoje. Nie tak jak nasza trójka Shinobi, która walczyła za kogoś innego. W imię wioski, z której tak naprawdę żadne z nich nie pochodziło. Dla dobra ludzkości, z którą nie mieli nic wspólnego. Narzędzia na zawsze pozostaną narzędziami. Wszystko zależało od tego kto i w jaki sposób zdecyduje się ich używać.
Wrócili do podróży i Isane niechętnie wpakowała się znowu do tyłu. Oczywiście umiejętności Ranmaru były znacznie bardziej przydatne, jednak skoro tak doskonale widzieli otoczenie, nie mogli siedzieć sobie grzęźnie w wozie i przeglądać kolejne drzewka i trawkę? Przynajmniej mogliby zabawiać panią Eriko. Teraz jednak dwie małomówne osoby, które nie miały najmniejszej ochoty na pogawędki znalazły się w jej towarzystwie. A zawsze wygadany i rozmowny Hiroyuki odpoczywał z Ginem z przodu. Pozazdrościć.
W pewnym momencie, między jedną dziurą na drodze a drugą, z zamyślenia wyrwało ją pytanie pani Eriko. Spojrzała na nią unosząc delikatnie brwi ku górze, jak gdyby nie do końca rozumiała o co chodziło. Czyżby kobieta rzeczywiście chciała wiedzieć jak wygląda wyżynanie ludzi jak świnek, czy tylko udawała? Spojrzała ukradkiem na Akiego i przykleiła na usta uprzejmy, okropnie sztuczny, uśmiech zarezerwowany właśnie na takie okazje. Mogła siedzieć cicho, mogła nakłamać lub pozmyślać. Skoro jednak Hiro postanowił ją tutaj z tyłu zostawić. Z o s t a w i ć i skazać na towarzystwo pani E. No to czemu by się trochę nie zabawić? Mogłaby wrobić Akiego w opowiadanie, jednak nim się zorientowała słowa płynęły same.
- Dwóch zginęło od przebicia strzałą czaszki na wylot. To właśnie jednego z nich zwłoki trzeba było przesunąć z drogi - mówiła monotonnym tonem, jak gdyby była znudzona. Jej turkusowe tęczówki uporczywie wpatrywały się w panią Eriko. Chciała ją nastraszyć? Może trochę A gdzie tam. - Trzeci, ranny, próbował się bronić, jednak dla bezpieczeństwa Aki ukrócił jego męczarnie - kontynuowała starannie - czy chciałaby Pani poznać więcej szczegółów? - Zakończyła w końcu całkiem z siebie zadowolona. Chętnie pokolorowałaby swoją mini historyjkę w czerwone barwy krwi, rozłupywanych czaszek i bryzgającego mózgu. Wolała jednak nie narażać panią Eriko na wymioty. W końcu siedziały na przeciwko siebie. Wtedy właśnie coś zaczęło się dziać. Dotarli na miejsce. W końcu. Hiro zapukał i teraz reszta leżała już w rękach pani Eriko i pana Tanaki. Isane siedziała w środku do momentu, aż któreś z nich nie postanowiło wysiąść. Wykonywała rozkazy, jeśli takie padły w jej stronę. Oprócz tego w wolnej chwili marzyła o kąpieli.
1 x
Obrazek Volatile Arrogant Passionate Selfish Confident Inventive
Charming Ruthless Manipulative Insincere Intense Mercurial
Awatar użytkownika
Aki
Złoty Pracuś
Posty: 57
Rejestracja: 15 wrz 2021, o 11:38
Multikonta: Doge, Atae

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Aki »

- Sprytni, ale za słabi. - odpowiedział Aki, uśmiechając się lekko w kąciku ust do Eriko. I mówił to bez większej ironii - wszak manewr z Fuutonem, a potem próba uratowania się za pomocą nietypowego zastosowana Kawarimi była godna pochwały, nawet jeżeli bandyci byli zwykłymi robalami, których wgniótł w ziemię. (Nie)stety rzeczywistość zweryfikowała zapędy tamtej trójki - można być inteligentnym, ale w świecie rządzonym przez ninja sam mózg nie wystarczał. Jakkolwiek strasznie to brzmiało, to bez odpowiednich treningów, bez siły i szybkości, można było co najwyżej pokusić się o okradanie staruszek w ciemnych uliczkach Shigashi. Blokowanie szlaku z Ryuzaku do Sogen było bardzo odważnym i bardzo głupim posunięciem - nawet jeżeli myśleli strategicznie, to najwyraźniej zabrakło im myślenia i instynktu samozachowawczego. Oczywistym było, że prędzej czy później ktoś się będzie tamtędy wybierał, a na szlaku, zdala od tych wszystkich miłych uśmiechów, praw człowieka... powinni się cieszyć, że tak szybko umarli. Pierwsza dwójka prawdopodobnie nawet nie poczuła bólu - bo nie wiedziała, że umarła. A tamten ostatni umierał tylko dlatego, że Akiemu zabrakło amunicji na trzeci strzał. Cóż - zawsze lepsza taka śmierć, niż oberwanie wielkim shurikenem w łeb, albo bycie zeżartym przez ogoniastą bestię...
W końcu znaleźli się na terenach Uchiha. Smród chodzącego gówna było czuć już z odległości kilku kilometrów, więc Aki nie był specjalnie zaskoczony napotkaniem strażników z rodu Uchiha. Nie mniej - byli przecież na misji dyplomatycznej skierowanej właśnie do sharinganowców. A raczej to poseł, który jechał z nimi. Oczywistym więc było, że nie miał tutaj zamiaru do nikogo strzelać bez konieczności. Oczywiście nie podobał mu się uprzejmy ton Uchiha. Cudem powstrzymał się przed powiedzeniem kilku słów za dużo i ugryzł w język, by nie zasugerować Uchiha konkursu, kto tu kogo pierwszy wystrzela.
Na całe szczęście na przodzie był Munraito, bo z temperamentem Akiego to różnie mogłoby się skończyć. Ranmaru podziwiał swojego dalekiego kuzyna, że potrafił w takiej sytuacji powiedzieć do kogoś dobry wieczór. Będąc na muszce, w nocy, gdy ktoś celuje ci gdzieś między oczy a tchawicę... Trudno powiedzieć, czy to była kultura, odwaga, czy może głupota. Niebieskooki w życiu nie pokusiłby się o taką misję w pojedynkę. Jego fobia do ludzi była zbyt duża, by samemu się męczyć w takie pierdoły. Zapewne wystrzelałby każdego, kto spojrzałby się na niego krzywo - a ostatnie czego było teraz potrzeba Ryuzaku, to incydenty dyplomatyczne.
Aki po prostu był narzędziem. W jednym tylko Isane się myliła - Aki pochodził z Ryuzaku. Tam się urodził i tam się wychował. Nie zależało mu jednak na niej, jako na idei. Zależało mu na tej osadzie dlatego, że było to jedno z niewielu miast, które jakkolwiek tolerował. Ale bez problemu zamieniłby je na cokolwiek, gdyby tylko sytuacja życiowa go do tego zmusiła. Ale nie dało się ukryć, że było mu na ten moment dobrze właśnie tam. I nie planował tego w najbliższym czasie zmieniać, podobnie zresztą jak cała jego rodzina, która osiadła w tamtych rejonach.
Aki siedział dalej cicho. Niech strażnicy i Hiroyuki sobie gadają. Znacznie ciekawsza była reakcja Isane, która wyraźnie nie pałała sympatią do tej całej Eriko - pytanie tylko, czy mała gwiazdeczka z Ryuzaku w ogóle zdawała sobie z tego sprawę? Wszak gdyby nie gesty i ton blondynki, to jej odpowiedzi brzmiałyby zupełnie normalnie. Fascynujące, jak kobiety potrafiły przejawiać swoją zazdrość. Nigdy ich nie rozumiał.
0 x
Obrazek
Awatar użytkownika
Kutaro
Posty: 793
Rejestracja: 25 lip 2020, o 21:35
Wiek postaci: 22
Ranga: Dōkō
Krótki wygląd: Wysoki, młody mężczyzna. Czarne ścięte przy czaszce włosy, ciemne okrągłe okulary, kwadratowa szczęka. Popielaty płaszcz do kolan, bez rękawów, ciemne spodnie.
Widoczny ekwipunek: Duży kunai przy pasie, czerwony karwasz na lewej ręce
GG/Discord: Templar#5431
Multikonta: Templar

Re: Trawiaste równiny

Post autor: Kutaro »

Czy brało się udział w walce to było kolejne mało konkretne pytanie. Ktoś kto lubi się przechwalać mógłby odpowiedzieć twierdząco, podczas gdy w rzeczywistości na przykład przez całą batalię siedział za beczką. Gin słysząc kolejne uściślające pytanie Ranmaru odchylił się na ławce i o chwili odpowiedział zgodnie z założeniem pytania.
- Nie walczyłem z żadnym ninją twarzą w twarz, bo chyba o to pytasz. - Uśmiechnął się pod nosem z przewidzenia sensu pytania. - Ale parę razy w karczmach dałem i dostałem w nos. - Prychnął na koniec.
Słysząc wypowiedź Isane, oczy starszej kobiety delikatnie, niemal niezauważalnie się bardziej otworzyły. Jeśli to było możliwe to jeszcze więcej krwi odpłynęło z kostek dłoni ściskającej wachlarz. Jednak całe szczęście, że była to porządna robota i nic złego się z nim nie stało. Eriko starała się nie pokazać szoku na merytoryczny raport z rzezi, jednak spodziewała się czegoś innego. Opowieści, a raczej bajki, o bohaterstwie, walce i zwycięstwie. No cóż, trzeba było się zwrócić z tym do kogoś innego niż ciętej blondynki Isane i maszyny omyłkowo nazywanym człowiekiem o imieniu Aki.
- Wystarczy, dziękuję. - Powiedziała chłodno. Choć nie miała za co się obrażać, w końcu dostała swoją odpowiedź, to kierowniczka przynajmniej na chwilę uniosła nos w górę i zajęła się milczącą obserwacją fascynujących traw. Prezentowała dwójce z tyłu jedynie swój szlachetny profil i zajmowała się gryzieniem samej siebie w myślach.

Mężczyzna Uchiha słysząc odpowiedź Munraito machnął ręką dając znak ukrytym w okolicy towarzyszom by się rozluźnili. Następnie kolejnym zaprosił poselstwo by podjechało bliżej. Oczywiście Nie oznaczało to, że byli spokojni i wrócili do gry w bierki Wóz wciąż był uważnie obserwowany, bo przecież słowa w rzeczywistości niewiele znaczyły. Jakby był to skryty atak na posterunek, to na pewno nadszedłby z bliska. Po chwili gdy nie musieli już krzyczeć na siebie przez drogę wojownik Kotei przystąpił do kontroli. Mężczyzna miał około czterdziestki, czarne włosy z szczyptą siwizny, na klatce piersiowej zbroja, a przy pasie miecz i torby typowe dla shinobi. Podjeżdżając Gin wyciągnął zza pazuchy plik dokumentów i przekazał je strażnikowi.
- Poselstwo z Ryuzaku. Tak, mamy coś takiego. - Powiedział powoli żołnierz Uchiha. Spojrzał prosto na Ranmaru czarnymi oczami i dodał z lekkim uśmiechem. - Chłopcze, pomyliła Ci się kolejność. Poseł Shibata, ale poza tym wszystko w porządku. Możecie jechać. - Dodał i zszedł z drogi przepuszczając konie. Na pożegnanie im nawet w swojej łaskawości pomachał co mogła widzieć trójka z tyłu.
Przez, krótką chwilę panowała z przodu nerwowa cisza. W końcu przełamana przez Munraito i odpowiedź Gina.
- Tak, kurczak będzie super. - Odpowiedział lecz wlepił swój wzrok w drogę przed sobą. Najwyraźniej nie był przygotowany na taką odpowiedź ze strony wojownika Uchiha.

Eriko
Gin
Poseł Tanaka
Strażnik Uchiha
0 x
ODPOWIEDZ

Wróć do „Sogen”

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości